Kultura

Grzybobranie w Panu Tadeuszu

Potwierdzone niezależniePL· Redakcja MykoRadarEnglish

W trzeciej księdze polskiej epopei narodowej sceną zbiorową nie jest bitwa ani uczta, tylko wyprawa po grzyby — z osobnym argumentem i własną klasyfikacją gatunków.

Franciszek Kostrzewski, domena publiczna, via Wikimedia Commons

W spisie treści trzeciej księgi „Pana Tadeusza" stoi między argumentami zdanie, które przy pierwszym czytaniu wygląda na pomyłkę: „Gatunki grzybów.". Nie jest to pomyłka. Mickiewicz poświęcił w epopei narodowej osobny fragment temu, co dziś nazwalibyśmy przewodnikiem terenowym, i wpisał go w scenę, która na pozór jest o czymś zupełnie innym.

Księga nosi tytuł „Umizgi", czyli zaloty. Wyprawa po grzyby jest w niej pretekstem towarzyskim — okazją, żeby całe dworskie towarzystwo wyszło razem do lasu, rozeszło się między drzewami i mogło rozmawiać poza zasięgiem cudzych uszu. Zbieranie grzybów pełni tu dokładnie tę funkcję, którą w powieściach angielskich pełni spacer po ogrodzie: legalizuje samotność we dwoje.

Scena zaczyna się od zdania, które każdy polski zbieracz rozpozna jako opis udanego dnia: „Grzybów było w bród. Chłopcy biorą krasnolice, / Tyle w pieśniach litewskich sławione lisice". Lisica, czyli pieprznik jadalny, wchodzi więc do tekstu nie jako gatunek, lecz jako bohaterka pieśni. To jest klucz do całego fragmentu.

Bo tuż potem następuje coś, czego w poezji romantycznej nie spodziewalibyśmy się wcale: uporządkowany przegląd gatunków. W tekście pojawiają się kolejno lisice, borowik, rydz, muchomory, surojadki, koźlak, lejki, bielaki i purchawka, a obok nich grzyby nazwane wilczymi i zajęczymi. To nie jest ozdobnik. To jest lista, i to lista ułożona według wartości: najpierw te, po które się schyla, potem te, które się mija.

Hierarchia jest bardziej złożona, niż sugerowała wcześniejsza interpretacja. Borowik i rydz są cenione, ale tekst mówi wprost, że Wojski zbiera muchomory. Dopiero grzybów nazwanych „wilczymi” i „zajęczymi” nikt nie chce dotknąć. Purchawka zostaje porównana do pieprzniczki; scena nie opisuje jej jako zabawki do rozbijania. Poemat dokumentuje język i obyczaj, lecz nie daje współczesnej klasyfikacji jadalności.

Osobno stoją nazwy „wilcze" i „zajęcze". Nie są to gatunki w żadnym sensie mykologicznym, tylko kategoria ludowa: grzyb, którego człowiek nie je, przypisuje się zwierzęciu. Ten sposób nazywania przetrwał w polszczyźnie do dziś w wyrażeniach typu „psi grzyb", i mówi o kulturze zbierania więcej niż jakikolwiek atlas. Znaczy bowiem, że lud dzielił grzyby nie na jadalne i trujące, tylko na nasze i nie nasze.

Dla historii kultury zbierania w Polsce ta scena jest dokumentem pierwszej klasy z jednego powodu: pokazuje grzybobranie jako czynność towarzyską całego dworu, a nie jako zajęcie ludzi ubogich. W tym samym stuleciu w Anglii dziko rosnący grzyb był traktowany z podejrzliwością i uchodził za pożywienie ostateczności. U Mickiewicza po grzyby idą panny, oficjaliści i goście, ubrani stosownie i w komplecie, a scenie towarzyszy ta sama uwaga do szczegółu, którą poeta poświęca polowaniu i muzyce.

Malarstwo poszło tym samym tropem. „Grzybobranie" Franciszka Kostrzewskiego z 1860 roku pokazuje dokładnie taką scenę zbiorową w lesie i należy do tej samej linii przedstawień, w której zbieranie grzybów jest obrazem wspólnoty, a nie niedostatku. Powtarza się w niej stały zestaw elementów: kilka osób rozproszonych między drzewami, kosze, dzieci, światło przesiane przez korony. Nikt nie pracuje, wszyscy coś robią — i to jest właśnie definicja zajęcia towarzyskiego.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego ten fragment wart jest osobnego wpisu. Poemat powstał na emigracji, w Paryżu, i cała jego topografia jest odtwarzana z pamięci. Lista grzybów jest więc listą pamiętaną, nie spisaną w terenie. To, że mimo to zgadza się z praktyką i z hierarchią wartości utrzymującą się do dzisiaj, mówi coś o trwałości wiedzy zbierackiej: przekazywana ustnie i ćwiczona co roku, okazała się odporniejsza na wygnanie niż niejeden zapis.

Trzeba przy tym uczciwie powiedzieć, że nie wszystkie nazwy z tego fragmentu dają się dziś jednoznacznie przypisać do gatunków. Lisica i borowik nie budzą wątpliwości, rydz również. Ale „lejki", „bielaki" czy „koźlak" to nazwy ludowe, które w różnych okolicach obejmowały różne grzyby, a część z nich odnosi się raczej do grupy podobnych owocników niż do jednego taksonu. Nomenklatura ludowa nie jest ułomną wersją naukowej — jest innym systemem, zbudowanym wokół tego, co się z grzybem robi, a nie wokół tego, jak jest spokrewniony. Dlatego próba przetłumaczenia tej listy na dzisiejsze nazwy zawsze zostawia resztę.

Osobno warto zwrócić uwagę na to, jak wydawcy potraktowali ten fragment. W wydaniu z 1921 roku „Gatunki grzybów." figurują w streszczeniu księgi jako odrębna pozycja, obok wątków fabularnych. Redakcja uznała więc katalog grzybów za samodzielną jednostkę treści, równą w prawach scenie zalotów albo sporowi o zamek. To drobiazg edytorski, ale mówi wprost, że czytelnicy tamtej epoki nie traktowali tego ustępu jako dygresji.

I ostatnia obserwacja, dla czytelnika MykoRadaru może najbardziej praktyczna. Gatunki wymienione w poemacie nie są historyczne. Borowik szlachetny, rydz, pieprznik jadalny i gołąbki rosną w tych samych lasach dzisiaj, w tym samym sezonie i w tej samej kolejności. Scena z trzeciej księgi jest więc nie tylko dokumentem obyczajowym, ale też opisem terenu, który nadal się zgadza — a to znacznie rzadsze, niż się wydaje przy tekstach sprzed dwustu lat. Przyrodnicze realia epopei starzeją się wolniej niż jej realia społeczne: dwór, stroje i tryb życia z tamtych kart należą do przeszłości, a wrzesień w mieszanym lesie wygląda tak samo.

Najpierw tekst, potem identyfikacja

W Księdze III Mickiewicz rozdziela role bardzo dokładnie: chłopcy biorą „lisice”, panienki szukają borowików, wszyscy polują na rydza, „ale Wojski zbierał muchomory”. Dalej pojawiają się surojadki, koźlak, lejki, bielaki i purchawka. Dopiero grzybów określonych jako „wilcze” i „zajęcze” nikt nie chce dotknąć; narrator krytykuje tych, którzy po pomyłce łamią je lub kopią. To koryguje dwa łatwe nadpisania: muchomor nie jest w tej scenie okazem, którego nikt nie rusza, a purchawka zostaje porównana do pieprzniczki, nie opisana jako zabawka do kopania. Poemat jest źródłem literackim o obyczaju, hierarchii i obrazowaniu, nie atlasem jadalności. Ludowych nazw z edycji nie należy automatycznie przypisywać współczesnym taksonom ani używać jako porady zbierackiej.

Opracowanie własne MykoRadar na podstawie wskazanego źródła. Treści mają charakter informacyjny i nie zastępują konsultacji z ekspertem.